Seo tools

www.szukamywas.pl - Forum dyskusyjne: Anna Bogusława G. (Data zaginięcia: 2012/07/07)
Kwiecień 12 2021 21:37:59
Nawigacja
· Start
· Forum
· Regulamin
· Plakaty do pobrania
· Pinterest
· Kanał Youtube
Aktualnie online
· Gości online: 2

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 138
· Najnowszy użytkownik: aga__0145
Zobacz temat
 Drukuj temat
Anna Bogusława G. (Data zaginięcia: 2012/07/07)
elin
Anna Bogusława G.
Data zaginięcia: 2012/07/07
Ostatnie miejsce pobytu: Czeladź

Wiek w dniu zaginięcia: 29 lat
Profil i kontakt do rodziny do M.
Edytowane przez elin dnia 13-05-2015 11:15
 
lornetka
"Około 22:00 wyszła z domu i do tej pory nie odezwała się do rodziny."

"W dniu zaginięcia ubrana była w bluzkę w granatowo-białe paski, ciemne spodnie ¾, szary zapinany sweter i białe sportowe buty."

http://www.rp.pl/...13467.html
 
elin
https://zaginieni...-ANNA.html
http://www.ktokol...arska.html

Od 48 sekundy rozmowa z bliskimi kobiety:
http://www.tvp.pl...30/8174060

Pani Anna wyszła z domu z walizką na kółkach i udała się w stronę przystanku autobusowego. Było to wieczorem, między 20 a 23, więc w czasie, gdy wiele osób ma pootwierane okna, spaceruje z psami.Niestety pomimo ogłoszeń rozklejonych przez rodzinę nie znalazł się nikt, kto odpowiedziałby na apel rodziny.
Mąż mówi, że po sprzeczce, jaka miała miejsce między nimi, pani Anna spakowała swoje rzeczy i wyszła. Sprzeczka była mała, ale emocje z nią związane wielkie. Zaginiona powiedziała, że ma już dość i chce odmienić swoje życie. Mąż próbował ją zatrzymać, ale nic kobiety nie mogło już przekonać.
Od hałasu obudziła się córka - mąż poszedł ją uspokoić, a w tym czasie pani Anna opuściła dom. Powiedziała jeszcze, że za jakiś czas wróci po dziecko.
Na najbliższy zaginięciu poniedziałek miała wyznaczoną operację. Nie zgłosiła się do lekarza.
Na podstawie logowań telefonu można stwierdzić, że do około 2 w nocy znajdowała się w okolicy domu,następnie przemieściła w pobliże dworca kolejowego w Katowicach - tam telefon logował się przez kolejne dwa dni - do godziny 14:00 9 lipca.
Edytowane przez elin dnia 21-07-2020 20:15
 
lornetka
Niepokojące jest to dwudniowe logowanie telefonu w pobliżu dworca Frown
 
elin
Ubrana była w bluzę w pasy poziome koloru biało-brązowego, spodnie 3/4 koloru granatowego, sweter rozpinany koloru szarego, buty sportowe, sznurowane Nike. Ponadto posiadała przy sobie torebkę skórzaną, damską z paskiem i uszami koloru jasny-brąz, oraz walizkę plastikową na kółkach koloru beżowego.
Ze strony nieaktualnej już policji śląskiej.

A co masz na myśli lornetko? Bo ja myślałam, że mógł jej ktoś ukraść telefon na przykład.
Edytowane przez elin dnia 03-02-2014 08:11
 
lornetka
Też tak pomyślałam, ale bardziej o rozboju niż zwykłej kradzieży.
 
kaktus
http://www.fakt.p...940,1.html


Zaginęła żona policjanta. Anny G. (30 l.) szuka policja i bliscy. Wyszła z domu po kłótni z mężem i już nie wróciła

Jak kamień w wodę - tak o zaginięciu swojej córki, żony policjanta z komendy w Sosnowcu, mówią rodzice Anny G. (30 l.) z Czeladzi. Od 7 lipca kobiety nikt nie widział. Szukają jej śledczy, najbliżsi oraz detektyw Krzysztof Rutkowski (52 l.). - Już nie wierzę w to, że jeszcze zobaczę Anię żywą - mówi ze smutkiem jej mama. Ojciec ma jeszcze ma nadzieję. - Ale boję się, że została porwana i że ktoś robi jej krzywdę - mówi

O Annie jej rodzice mówią jak najlepsze i najcieplejsze słowa: domatorka, spokojna, pracowała w ZUS w Sosnowcu. Wiele lat czekała na dziecko. Gdy maleńka się urodziła, jej mama nie widziała poza dzieckiem świata. Anna codziennie rozmawiała ze swoją mamą przez telefon.

– Niepokoiła się o męża. Często nie było go w domu albo wyjeżdżał w długie delegacje. Ona była w nim bardzo zakochana – dodaje Michalina G. Ostatni raz matka rozmawiała z nią wieczorem, w dniu zaginięcia. Anna zadzwoniła do niej ok. godz. 18 i powiedziała, że jest z małą u fryzjera i czekają na Marka.

To był ostatni telefon i ostatnia rozmowa. Z relacji jej męża wynika, że Anna około 22.00 wyszła z domu. Pokłócili się, kobieta spakowała walizkę i zamknęła drzwi. Zostawiła śpiące dziecko. Policjanci sprawdzali logowanie się jej komórki. Według tych danych, Anna Garska miała jechać z Będzina przez Sosnowiec do Katowic. Ostatni raz jej komórka dała sygnał w okolicach kina Rialto przy dworcu kolejowym w Katowicach.

Rodzice Anny wynajęli detektywa. – Najmniej prawdopodobną wersją wydarzeń jest to, że kobieta, znana z tego, że była bardzo obowiązkowa, odpowiedzialna i bardzo kochała swoją córkę, po prostu uciekła i nie daje znaku życia, bo chciała zacząć wszystko na nowo. Druga wersja zakłada, że kobieta mogła zostać uprowadzona: pewnie szła gdzieś sama, może kogoś poznała, zaufała tej osobie, a ona zrobiła jej krzywdę. I kolejny wariant: Anna G. nie żyje, a ktoś ukrył jej zwłoki – mówi Rutkowski.

Asp. Paweł Łotocki z KPP w Będzinie potwierdza, że policjanci poszukują kobiety. – Trwają czynności w tej sprawie. Na razie jednak nie ustaliliśmy miejsca pobytu zaginionej – mówi Łotocki.

Anna G. ma 165 cm wzrostu, jest drobnej budowy ciała, ma wysportowaną sylwetkę. Ma zielone oczy. 7 lipca była ubrana w białe sportowe buty, brązowe spodnie 3/4, biało-granatową bluzkę w paski i sweterek. Informacje na jej temat można przekazywać pod nr tel. 112, 997 lub do Krzysztofa Rutkowskiego: 600 007 007.
Edytowane przez kaktus dnia 29-11-2012 15:27
"Jestem bardzo cierpliwa pod warunkiem, że wyjdzie na moje"
 
elin
7 lipca upłynęły dwa lata od czasu zaginięcia Anny z Czeladzi. 29-letnia wówczas kobieta - żona policjanta z Sosnowca - po sprzeczce z mężem wyszła z domu. Zabrała ze sobą rzeczy osobiste: dokumenty, telefon, kartę do bankomatu, portfel... Do dziś nie wróciła. Początkowo poszukiwania prowadzili policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Będzinie, później śledztwo przejęła Komenda Wojewódzka Policja w Katowicach. Wszystkie czynności prowadzone są pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Zagadkę zaginięcia czeladzianki usiłował rozwikłać detektyw Krzysztof Rutkowski. Twierdził nawet, że posiada dowód mogący świadczyć o tym, że pani Anna wyjechała do Wielkiej Brytanii. - Na prowadzonym przez nas portalu ktoś z Londynu wyszukiwał w serwisie informacje o zaginionej. Wpisał bardzo precyzyjne dane. O dziwo nie interesowały go żadne inne artykuły. Zgłosiłem ten fakt w prokuraturze - powiadomił Onet Robert Rewiński z biura detektywistycznego Krzysztofa Rutkowskiego. Trop okazał się fałszywy. - Informacje przekazane przez Krzysztofa Rutkowskiego nie były istotne - przyznaje prok. Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Śledztwo w sprawie zaginięcia Anny przedłużono do grudnia. W marcu policjanci przeszukiwali stawiki i pola przy DK86 w Czeladzi. Bez rezultatu. Zaginiona jest mężatką i matką małej Dominiki. Ma 165 cm wzrostu, 55 kilogramów wagi. Jest szczupła i wysportowana, ma zielone oczy i kręcone włosy. Ubrana była w białe buty, brązowe spodnie.

Rozmawiamy z panią Michaliną, mamą zaginionej Anny.

Mijają dwa lata odkąd bez śladu zniknęła pani córka. Śledczy wciąż prowadzą postępowanie w tej sprawie.

- Byłoby cudownie, gdyby Ania odnalazła się cała i zdrowa, ale ja już przygotowałam się na najgorsze. Jakiś czas temu usłyszałam od policji, że raczej nie będzie to szczęśliwy finał. Że mam się na to nastawić. Pojawia się jednak cień nadziei. Gdyby istniały twarde dowody świadczące o śmierci mojej córki, pewnie już dawno śledztwo zostałoby zakończone.

Zdarzają się przecież przypadki, gdy zaginieni odnajdują się po wielu latach. Okazuje się na przykład, że byli więzieni...

Swoją pomoc w rozwikłaniu zagadki zaginięcia córki zaoferował detektyw Krzysztof Rutkowski. Jego pracownicy nadal biorą pod uwagę kilka wersji wydarzeń, w tym tę optymistyczną. Twierdzą, że pani Anna może przebywać na terenie Wielkiej Brytanii. Czy to prawdopodobne?

Pan Rutkowski od pewnego czasu o żadnych swoich ustaleniach nas nie informuje. Właściwie można powiedzieć, że dawno temu zakończyliśmy z nim współpracę. Żadna ze stawianych przez niego hipotez jak dotąd się nie potwierdziła.

Detektyw do tej pory ostatecznie nie wyklucza hipotezy dotyczącej ucieczki. Dopuszcza pani do siebie myśl, że córka mogła się spakować i wyjechać bez wieści?

Takiej opcji nie biorę pod uwagę. Sama, z własnej woli nie opuściła rodziny. Chyba, że doznała amnezji. Ania zawsze była słowna. Jeśli obiecała - dotrzymywała słowa. Nawet jeśli pokłóciła się z mężem - tak jak tego feralnego dnia - nie zostawiłaby rodziny tak bez słowa. 7 lipca 2012 roku spakowała walizkę, zabrała ze sobą torebkę i około godz. 22 wyszła z domu. Podobno powiedziała: wrócę. Po raz pierwszy nie dotrzymała słowa. To do niej niepodobne, by nie dała znaku życia. Ania była obowiązkowa, dbała o rodzinę.

Czy od tamtej pory ktokolwiek zgłosił się do Państwa z jakąkolwiek informacją, która pozwoliłaby pomóc w rozwiązaniu zagadki?

Pojawiali się jasnowidze. Oprócz nich - nikt się z nami nie kontaktował. Żadnych telefonów, sygnałów, które naprowadziłyby nas na jakikolwiek trop, ślad. Trudno ruszyć z miejsca bez punktu zaczepienia.

Prokuratura Okręgowa w Katowicach powołała nawet najbardziej znanego polskiego jasnowidza - Krzysztofa Jackowskiego jako biegłego w zakresie parapsychologii?

Zgadza się. Scenariusz był podobny: każdy z jasnowidzów miał podobne wizje. Ukazywały im się miejsca rzadko uczęszczane, poprzemysłowe. Dostaję e-maile z opisem okolicy, gdzie porzucono ciało córki. Opis odpowiada opisowi okolicy centrum handlowego M1 w Czeladzi. Jasnowidzący wymieniają szczegóły: widzą wodę, tereny po zamkniętych fabrykach, czerwone cegły, tory kolejowe, jakieś elementy studzienek kanalizacyjnych. Początkowo wszystkie te elementy spisywałam na kartce i sama ruszałam w teren w poszukiwaniu Ani. Policjanci przeczesywali ten rejon, ale bezskutecznie.

Przestała Pani ufać jasnowidzom?

Nic nie udało nam się wskórać. Jeden jasnowidz mówi, że ciało córki znajduje się daleko od domu, inny - że blisko. Trudno mówić o wiarygodności: bo cóż to znaczy: blisko, daleko? Wiele opuszczonych miejsc w naszym regionie można porównać do opisu przedstawianego przez jasnowidzów. Przyznam: jestem już zniechęcona. Może niebawem odzyskam siłę, by dalej szukać. Ponadto mam żal, że śledczy podeszli do sprawy zaginięcia mojej córki nieprofesjonalnie, po macoszemu.

Jakie Pani zdaniem błędy popełniono?

Nikt nie pokwapił się, by zabezpieczyć nagrania z monitoringu osiedla. Materiał pozwoliłby odpowiedzieć na jedno z zasadniczych pytań: w którą stronę udała się córka. Sami z mężem przeszukiwaliśmy krzaki. Nigdy nie zapomnę słów jednej z policjantek. Gdy zasugerowałam, by zajrzeli w gęste krzaki i zarośla funkcjonariuszka machnęła tylko ręką i stwierdziła: "pewnie córka spakowała się i wyjechała nad morze". To był dla nas policzek. Potraktowano naszą córkę jak kobietę lekkich obyczajów. W pierwszym etapie śledztwa, tym najbardziej kluczowym w całym postępowaniu, nie przyłożono się do rozwiązania tej zagadki.

W przypadku zaginięć, po pewnym czasie rodzina życzyłaby sobie znać najdramatyczniejszą prawdę niż żyć w koszmarze niewiedzy. Podpisujecie się Państwo pod tym stwierdzeniem?

Trudno żyć w takiej żałobie cały czas. Po śmierci bliskiej osoby przechodzimy kolejne etapy - żalu, rozgoryczania, złości, czas leczy rany i powoli wraca się do normalnego życia. Tutaj mamy do czynienia w ciągłym rozdrapywaniem ran. To boli, ale z drugiej strony dziękujemy, że jeszcze jest ktoś, kto wierzy. Że Ania się odnajdzie, że kiedyś wróci...
http://wiadomosci...ukac/q31np
 
szkicowa
http://www.zagini...y/?o=12522
 
elin
"Ktokolwiek..." wraca do sprawy i pyta rodziców Anny jakie są rezultaty dotychczasowych poszukiwań i czy wiadomo co się naprawdę z nią stało. Tylko dzięki stanowczości rodziców, policja nie zamknęła i nie odłożyła tej sprawy na półkę.

Policja stwierdziła początkowo, że Anna "poszła w Polskę, poszła w tango, zarobi pieniądze i za kilka dni wróci - zadowolona, ubawiona". Rodzina czuje się zignorowana - uważa, że wiele rzeczy, które można było zbadać w pierwszych dniach - zaprzepaszczono (np. monitoringi, ślady zapachowe), gdyż policjanci nie wzięli sprawy na poważnie.
http://regionalna...8/28122013
 
kaktus
Na polecenie katowickiej prokuratury oficerowie Biura Spraw Wewnętrznych zatrzymali Marka G. To mąż zaginionej trzy lata temu Anny G.
Nakaz zatrzymania Marka G. wydali śledczy z Prokuratury Okręgowej w Katowicach, którzy prowadzą postępowanie w sprawie zaginięcia 29-letniej Anny G, pracownicy sosnowieckiego ZUS. Jej mąż twierdził, że żona wyszła z domu 7 lipca 2012 r. i od tej pory nie dała znaku życia. Wcześniej małżonkowie mieli się pokłócić.

Mąż został zatrzymany

- Potwierdzam, że mąż Anny G został zatrzymany - powiedziała nam prokurator Marta Zawada-Dybek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Po godzinie 13 prokuratura potwierdziła, że Markowi G. przedstawiono zarzut zabójstwa żony. Według naszych informacji śledczym do teraz nie udało się odnaleźć ciała kobiety. Dodatkowo policjant odpowie za usiłowanie nakłaniania świadków do składania fałszywych zeznań.

- Nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień - potwierdziła nam prokurator Marta Zawada-Dybek. Według informacji "Wyborczej" śledczy wystąpią z wnioskiem o aresztowanie Marka G.

Rodzice nie wierzyli zięciowi

Sprawa zaginięcia Garskiej jest bardzo tajemnicza. Kobieta miała wyjść z domu, zostawiając małą córeczkę. Kiedy rodzina zgłosiła jej zaginięcie, policja początkowo bagatelizowała sprawę. - Mówili nam, że być może spakowała się i wyjechała nad morze - mówili kilka lat temu rodzice Anny G. Być może wpływ na takie podejście do sprawy miał fakt, że mężem zaginionej był policjant z pionu do walki z przestępczością gospodarczą komendy miejskiej w Sosnowcu.

- Nigdy nie wierzyłam w głoszoną przez zięcia wersję o ucieczce Ani. Od samego początku podejrzewałam, że on ma z tym związek. Tym bardziej że nie był skory do zgłoszenia jej zaginięcia. Zrobił to dopiero po moich naciskach - powiedziała nam Michalina Kaczyńska, matka Anny Garskiej. I dodała, że kilka miesięcy po zaginięciu jej córki zięć zamieszkał z inną kobietą.

Początkowo śledztwo w sprawie zaginięcia kobiety prowadziła komenda w Będzinie (Garscy mieszkali w Czeladzi), potem przejęli ją kryminalni z komendy wojewódzkiej w Katowicach. Jedną z głównych hipotez śledztwa było to, że kobieta została zamordowana, a jej ciało ukryte.

http://katowice.w...48a55129ec
"Jestem bardzo cierpliwa pod warunkiem, że wyjdzie na moje"
 
elin
Policjant z Sosnowca, zatrzymany wczoraj pod zarzutem zabójstwa żony został aresztowany. - To mi odjęło mowę, zaczęłam płakać. Jak mąż mógł zrobić coś takiego żonie? - denerwuje się siostra zaginionej Anny G. Kobieta zniknęła 3 lata temu. To mąż zgłosił jej zaginięcie i jako policjant miał przejmować informacje o poszukiwaniach. Prokuratura Okręgowa w Katowicach wystąpiła do sądu z wnioskiem o tymczasowy areszt Marka G., 36-letniego policjanta podejrzanego o zabójstwo żony. Późnym wieczorem w środę policjant został doprowadzony do sądu Katowice - Wschód, który przychylił się do wniosku prokuratury i aresztował Marka G. na dwa miesiące. - Przesłankami, którymi kierował się sąd była obawa przed wpływaniem na postępowanie oraz surowość grążącej kary podejrzanemu - mówi Michał Dmowski, prezes sądu Katowice-Wschód. Policjant został zawieszony w obowiązkach służbowych na maksymalny okres - mówi Sonia Kepper, rzeczniczka sosnowieckiej policji. - To mi odjęło mowę, zaczęłam płakać. Jak mąż mógł zrobić coś takiego żonie? - mówi siostra zaginionej na wieść o aresztowaniu szwagra. Śladem komórki 29-letnia Anna G. z Czeladzi zaginęła 7 lipca 2012 roku. Kobieta miała wyjść z domu z walizką wieczorem po sprzeczce z mężem. Według wersji mężczyzny jego żona powiedziała, że wróci za dwa dni. Szczegółowe informacje na ten temat zebrali dziennikarze Uwagi. 9 lipca mężczyzna zgłosił zaginięcie żony na policji. Od tego czasu trwały jej poszukiwania. Kobiety poszukiwali policjanci, ITAKA i La Strada. Rodzice i starsza siostra Anny działali też na własną rękę. Rozwieszali w mieście plakaty, zamieszczali ogłoszenia na portalach społecznościowych. Policja sprawdziła logowanie się komórki zaginionej kobiety. Anna G. jeszcze w dniu zaginięcia o 18-tej rozmawiała przez telefon z mamą, ok. 20-tej zadzwoniła do męża. Kiedy wyszła z domu ok. 22.30, jej telefon logował się jeszcze przez 3 godziny w okolicy miejsca zamieszkania. Następnym miejscem logowania były Katowice, okolice Dworca PKP. Komórka była aktywna do poniedziałku do 16-stej. Tutaj ślad się urywa. Jasnowidz nie był potrzebny - Sprawa jest prowadzona od lipca 2012 roku, kiedy zostało zgłoszone zaginięcie. Na początku było to poszukiwanie, ale już w grudniu 2012 prokuratura wszczęła śledztwo - mówi Andrzej Gąska, rzecznik śląskiej policji. - Pierwotnie śledztwo zostało wszczęte pod kątem popełnienia przestępstwa polegającego na nakłanianiu kobiety do popełnienia samobójstwa, ale od samego początku prokuratorzy zakładali różne wersje zdarzenia - mówi Marta Zawada-Dybek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach Sprawa jest poszlakowa. Do dziś nie znaleziono ciała kobiety. Prokuratura zgromadziła jednak na tyle mocny materiał dowodowy, by w środę przedstawić zarzut zabójstwa Anny G. jej mężowi. Nie była do tego potrzebna pomoc jasnowidza, chociaż Zawadek-Dybek przyznaje, że rozważano taką możliwość. Śledczy zarzucają policjantowi także nakłanianie świadków do składania fałszywych zeznań. Jak ustaliła reporterka TVN 24, przeglądając archiwalne materiały policji z poszukiwań Anny G., to Marek G. był w komendzie policji podawany do kontaktu dla ludzi, którzy mieliby jakiekolwiek informacje na temat zaginięcia Anny G. - Policjant nie przyznał się do żadnego ze stawianych mu zarzutów i odmówił składania wyjaśnień - mówi Zawada-Dybek. G. byli małżeństwem 5 lat. Mają córkę.
http://www.tvn24....81856.html
 
kaktus
http://wyborcza.p...a_Wyborcza

Policjant z Sosnowca twierdzi, że uciekła od niego żona. Prokuratura podejrzewa, że miał romans - żonę zabił, a zwłoki ukrył. W tle spór o to, którzy dziadkowie wezmą do siebie wnuczkę, która mogła być świadkiem zbrodni.

W mieszkaniu Michaliny i Janusza Kaczyńskich w Sosnowcu wszędzie widać zabawki. Mała Dominika 26 stycznia miała urodziny. Są balony, został jeszcze tort. - Ciągle boimy się, że nam wnuczkę zabiorą - mówią Kaczyńscy. Pani Michalina wyciąga albumy, pokazuje zdjęcia. - Dominika to wykapana mama - pokazuje.

Z fotografii spoglądają dwie blondynki. Na kolejnych zdjęciach Ania, córka Kaczyńskich, w różnym wieku. Komunia, studniówka, scena z wysokim, uśmiechniętym mężczyzną.

- To właśnie Marek - mówi pani Michalina.

Facet twojego życia

Dominika jest u dziadków od kilku miesięcy. Pytała: gdzie mama? Najpierw słyszała od dorosłych, że wyjechała służbowo. - W końcu jakiś kolega powiedział jej, że mama nie żyje - mówi pani Michalina. - Nie zaprzeczyłam. Uznałam, że powoli trzeba dziecko do tego przyzwyczaić.

Mama - Ania Kaczyńska - w młodości wyglądała jak chłopczyca. Była niepewna, miała problemy z podejmowaniem decyzji. Matka, Michalina, zapisała ją na tańce, ojciec uczył wspinaczki. Na studniówkę dziewczyna poszła sama. Umawiać się z chłopakami zaczęła na studiach z administracji. Z jednym chodziła, zanosiło się na poważny związek, ale Ania od chłopaka odeszła. Pierwszą pracę dostała w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

Jest rok 2004 r. Ania przez internet poznaje Marka. Zaczyna się z nim spotykać i z dnia na dzień rozkwita.

- To jest facet twojego życia - chwali Michalina Kaczyńska. Marek chce być policjantem. Jeszcze przed jego wyjazdem do szkoły w Szczytnie oboje decydują się na wspólne zamieszkanie. W 2007 r. biorą ślub. Ania jako Anna Garska jest szczęśliwa. Dawny brak pewności siebie to już przeszłość. Ma pracę, którą lubi, i męża. Jeszcze większe szczęście przychodzi trzy lata później, gdy rodzi się wyczekana Dominika.

Mieszkają w Czeladzi, kilka kilometrów od Sosnowca. Z rodzicami i starszą siostrą Agnieszką Anna często się kontaktuje. Wspólne święta, wyjazdy, wakacje. - Boję się, że Marek kogoś ma - w 2011 r. dzwoni do siostry. Agnieszka dzwoni dalej - do matki. - Wydaje mi się, że Ania jest przewrażliwiona. Marek dużo pracuje, a i tak zajmuje się dzieckiem - nie dowierza podejrzeniom Michalina Kaczyńska.

Na tropie kochanków

Po pewnym czasie Anna osobiście zwierza się rodzicom. Ma wrażenie, że mąż ją zdradza. Ci uspokajają: to niemożliwe. Kaczyńscy są przekonani, że młodzi przechodzą małżeński kryzys, potrzebują tylko czasu na dotarcie się.

- Czy Ania do was dzwoniła? - 8 lipca 2012 r. Michalina Kaczyńska z samego rana odbiera telefon od Marka. Słyszy, że Ania spakowała swoje rzeczy i wyszła z domu. Zostawiła jego i małą Dominikę. Jest sobota. Zaginięcie żony Marek zgłasza w poniedziałek. Agnieszka - czyli siostra - informuje fundację ITAKA.

Zgodnie z relacją Marka Ania miała wybiec z mieszkania w nocy 7 lipca. Rodzice chodzą po Czeladzi i szukają. Po dołach, chaszczach i nieużytkach. Marek im nie pomaga. Tropi możliwych kochanków żony. Rozmawia z byłym chłopakiem Ani, potem z mężczyzną, z którym kiedyś zatańczyła.

Szok i niedowierzanie

Mała Dominika na razie mieszka z ojcem. Kiedy ten pracuje, dzieckiem zajmują się Kaczyńscy. Mają klucze do mieszkania w Czeladzi. Z czasem widzą, że z szafy znikają ubrania Ani. O pomoc proszą jasnowidzów, detektywów. Marka coraz rzadziej widują. - Co ty robisz? - Kaczyńska odbiera wnuczkę ze żłobka. Widzi, że Marek podjechał samochodem z kobietą. Młoda, czarnowłosa.

- Proszę oddać klucze od mieszkania.

- Proszę nam oddać rzeczy Ani - nie wytrzymuje matka. Klucze oddaje, Marek daje w zamian zdjęcia, drobiazgi zaginionej żony. W marcu 2015 r. w sądzie składa pozew o rozwód. - Żona porzuciła mnie i dziecko. Przez nią nastąpił rozkład życia małżeńskiego - uzasadnia. Po piętnastu minutach sąd pozew oddala.

Małżeństwo oficjalnie trwa, ojciec ma władzę nad dzieckiem i nie pozwala dziadkom widywać się z wnuczką. Kaczyńska skrada się pod przedszkolem. Błaga zięcia, żeby pozwolił odprowadzić Dominikę do samochodu. Żeby tylko dziecko dziadków nie zapomniało.

Na początku października 2015 r. Kaczyńscy dowiadują się, że Marek został zatrzymany.

- Jest podejrzany o zamordowanie żony oraz nakłanianie świadków do składania fałszywych zeznań - oznajmia prokurator Marta Zawada-Dybek z Katowic. W komendzie w Sosnowcu, gdzie pracował policjant - szok i niedowierzanie. Aspirant G. był doświadczonym podoficerem wydziału do walki z przestępczością gospodarczą. Miał świetne wyniki. Tuż przed zatrzymaniem był szykowany do awansu.

Ona żyje, on jest niewinny?

Mimo że nie odnaleziono ciała Anny, sąd aresztował policjanta. Za kratami ma zostać co najmniej do końca marca 2016. Nie przyznaje się do winy. Komendant wojewódzki, nie czekając na zakończenie śledztwa, zwolnił go ze służby.

Jakie dowody obciążają Marka G.? Tego prokuratura na razie nie zdradza. Śledczy uważają jednak, że Anna Garska została zamordowana 7 lipca 2012 r. we własnym mieszkaniu. Ich zdaniem świadkiem zbrodni była córka, która miała wtedy kilkanaście miesięcy.

- Mieszkanie było skrupulatnie wyczyszczone, nie było żadnych śladów krwi - podkreśla osoba znająca kulisy sprawy.

Ustalono jednak, że feralnej nocy komórka Anny Garskiej logowała się w Sosnowcu, a dwa dni później w Katowicach. Ostatni sygnał złapano w rejonie kina Rialto. Potem urządzenie zostało wyłączone. - Wszystko wskazuje na to, że kobieta wtedy już nie żyła i ktoś inny jeździł po aglomeracji z jej telefonem. To miało uwiarygodnić wersję ucieczki - mówi jeden ze śledczych. W tamtym czasie Marek G. miał już przyjaciółkę. Romans miał być motywem zbrodni.

Po zatrzymaniu Marka sąd rodzinny powierzył opiekę nad Dominiką Kaczyńskim. Zażalenie złożyli rodzice Marka. Chcą zabrać wnuczkę do siebie. Regina Garska, matka Marka, uważa, że nie ma żadnych przeciwwskazań, by wnuczka była u nich: - Nie ma dowodów, że mój syn zabił swoją żonę. On jest niewinny. Anna Garska na pewno żyje. Wyjechała gdzieś, ma się dobrze, a mojego syna po prostu wrobiono.

Terminu rozpoczęcia procesu policjanta jeszcze nie wyznaczono.











http://katowice.w...szcie.html


Na wniosek prokuratury w Katowicach sąd przedłużył areszt aspirantowi sztabowemu Markowi G. Ten były sosnowiecki policjant jest podejrzany o zamordowanie żony. Jej ciała nie odnaleziono do dzisiaj.

Wniosek o przedłużenie aresztu podejrzanemu złożyła katowicka prokuratura, która prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa Anny Garskiej. - Naszym zdaniem w dalszym ciągu zachodzi obawa matactwa, dodatkowo Markowi G. grozi wysoka kara - wyjaśnia prokurator Marta Zawada-Dybek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Sędziowie zgodzili się ze stanowiskiem śledczych i uznali, że podejrzany o zamordowanie żony mężczyzna powinien pozostać za kratami co najmniej do 24 czerwca. Być może do tego czasu prokuratorzy zamkną sprawę i skierują do sądu akt oskarżenia.

Żona spakowała się i wybiegła po kłótni

Aspirant sztabowy Marek G. z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Miejskiej Policji w Sosnowcu został zatrzymany pod koniec września 2015 r. przez oficerów Biura Spraw Wewnętrznych. Katowicka prokuratura przedstawiła mu zarzuty zabójstwa żony oraz nakłaniania świadków do składania fałszywych zeznań.

29-letnia Anna Garska pracowała w sosnowieckim oddziale ZUS. Zaginęła 7 lipca 2012 r. Od tego czasu nie dała żadnego znaku życia. Marek G. powiedział rodzinie, że pokłócił się z żoną, a ta spakowała walizkę, wzięła telefon, karty kredytowe i wybiegła w nocy z domu. Miała być tak wzburzona, że zostawiła roczną córkę.

Po trzech latach śledztwa prokuratura zdobyła dowody wskazujące na to, że kobieta nie żyje i została zamordowana we własnym mieszkaniu. Zarzut zabójstwa przedstawiono jej mężowi. Sprawa jest poszlakowa, bo do teraz nie odnaleziono ciała.

Marek G. miał przyjaciółkę

Policja ustaliła, że tuż po rzekomym zniknięciu komórka logowała się m.in. w Sosnowcu, a dwa dni później w Katowicach. Ostatni sygnał złapano w rejonie kina Rialto. Potem urządzenie zostało wyłączone.

- Wszystko wskazuje na to, że kobieta wtedy już nie żyła i ktoś inny jeździł po aglomeracji z jej telefonem. To miało uwiarygodnić wersję ucieczki - mówi jeden ze śledczych. BSW ustaliło, że w tamtym czasie Marek G. miał przyjaciółkę. Prokuratura podejrzewa, że po zabójstwie małżonki policjant pozbył się ciała. Prawdopodobnie jedynym świadkiem zbrodni była roczna córka.

Markowi G. grozi dożywocie. Nie pracuje już w policji. Po przedstawieniu zarzutów komendant wydalił go ze służby nie czekając na wyrok.
Edytowane przez kaktus dnia 07-04-2016 09:35
"Jestem bardzo cierpliwa pod warunkiem, że wyjdzie na moje"
 
elin
Obecnie toczy się postępowanie wobec jej męża w sprawie podejrzenia zabójstwa Anny.
Pod koniec programu rozmowa z mamą pani Anny.
http://tvp3.tvp.p...9/02092016
 
kaktus
http://www.tvn24....621,s.html
"Jestem bardzo cierpliwa pod warunkiem, że wyjdzie na moje"
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Wygenerowano w sekund: 0.16 - 23 zapytań MySQL 6,159,843 unikalnych wizyt