Seo tools

www.szukamywas.pl - Forum dyskusyjne: Grzegorz G. (Data zaginięcia 2001/12/19)
Kwiecień 12 2021 22:18:07
Nawigacja
· Start
· Forum
· Regulamin
· Plakaty do pobrania
· Pinterest
· Kanał Youtube
Aktualnie online
· Gości online: 1

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 138
· Najnowszy użytkownik: aga__0145
Zobacz temat
 Drukuj temat
Grzegorz G. (Data zaginięcia 2001/12/19)
lornetka
Grzegorz G.
Data zaginięcia 2001/12/19

"Znaki szczególne zrośnięta małżowina uszna w górnej części ucha"

ostatnie miejsce pobytu Oława
Edytowane przez marta wawa dnia 01-04-2016 23:21
 
Betix
Zaginiony w dniu 19.12.2001r. wyszedł z domu i do chwili obecnej
nie powrócił
Rysopis:
- wiek z wyglądu 22-23 lata
- wzrost 187 cm
- szczupłej budowy ciała
- włosy długie proste koloru
brązowego
- twarz owalna, cera śniada
- czoło wysokie, oczy niebieskie
- nos wąski długi
- uszy średnie odstające.
Znaki szczególne:
zrośnięta małżowina uszna
w górnej części ucha
W dniu zaginięcia ubrany był w:
- kurtkę z materiału kol. popielato-bordowego
- bluzę kol. popielatego
- spodnie granatowe typu jeans
- półbuty kol. ciemnego
- czapkę wełnianą popielatą
 
elin
https://zaginieni...EGORZ.html

Jest zamknięty w sobie. Jak ojciec. Albo - był zamknięty w sobie. Jak ojciec. Jeden z jego najbliższych kolegów, Damian Szyszka, mówi, że Grzesiek potrafił być duszą towarzystwa
Cisza. Od tamtego dnia żadnego telefonu do niego, żadnego listu, nikt nie przychodzi. Jakby nikogo nie znał. Albo - jakby nikt go nie znał.

Wychodząc, spojrzał być może na plakat z motocyklem, wiszący na meblościance w pokoju. Zbiegł z pierwszego piętra, otworzył metalowe drzwi i poszedł w lewo. Albo w prawo. Nikt nie wie.

O 22.00 zaniepokojony ojciec powiadomił policję. Na drugi dzień pani Wanda poszła na komendę. Powiedziała wszystko, co wie: Syn ma 22 lata, wyszedł z domu w środę 19 grudnia o godz.12.30, mieszkamy przy ul.Sportowej w Oławie. Ubrany był w kurtkę, jak na zdjęciu, na głowie miał popielatą czapkę typu narciarskiego, buty czarne. Na nogach nowe granatowe dżinsy. Dostał na święta, ale chciał szybciej ubrać. Więc ubrał. I poszedł.

- Mówiłam mu, że boli mnie ramię - opowiada mama. - Powiedział, że idzie daleko, ale jak wróci, to mi je wymasuje.
Podobno ktoś go później widział w jakimś lokalu z jakimś kolegą. Podobno tego samego dnia wieczorem jakaś pani widziała go na ulicy.

Ciotka Grzegorza, która mieszka w Rynku, przyniosła ciasto. Myśleli, że może na Wigilię się zjawi.

- Ale to nie była Wigilia - mówi mama. - Nawet opłatkiem się nie dzieliliśmy. Usmażyłam tylko karpia, barszcz zrobiłam. Posiedzieliśmy.

Bez choinki. Kto by tam miał siły choinkę robić.

Ukończył liceum handlowe, przez półtora roku pracował w sklepie „U Pawełka”, gdzie prowadził punkt Totalizotara Sportowego.
- Zawsze spokojny, zdyscyplinowany, nikt podejrzany nigdy do niego nie przychodził - mówi Paweł Witowski, szef sklepu. - Czasem aż za spokojny, raczej flegmatyk. To szok, że zaginął.

Od roku był na bezrobociu. Kombinował, że w lecie pojedzie do Holandii, do pracy. Ale jest zima. Zresztą nie wziął paszportu. Nie wziął też innych dokumentów. Ani pieniędzy. Zabrał tylko kluczyki od garażu. Ale swojej ukochanej jawy, czerwonej, nie wziął.

Nawet szczoteczki do zębów nie zabrał. Ani bielizny na zmianę. To do niego niepodobne, bo był taki, że bez czystych skarpetek nie wyszedłby rano z domu.
Nie miał dziewczyny. Z kumplami chodził do garażu, do kawiarenki internetowej, skąd ściągał sobie pliki muzyczne. Koledzy mówią, że lubił „Guns N’Roses”. Na biurku zostawił kompakty ze starymi polskimi nagraniami: Kombi, Budka Suflera.

- Spotykaliśmy się na podwórku - opowiada sąsiad Mariusz Trembułowicz. - Normalnie, jak to koledzy z tej samej klatki. Też się zastanawiamy, co się z nim stało. Nie mam pojęcia, gdzie może być. Alkohol - czasem wypił jak wszyscy, ale nie sądzę, żeby to był problem. Narkotyki - jego ostatniego bym podejrzewał. Po dyskotekach też nie chodził. Zresztą nigdzie dalej nie łaził. Taki spokojny człowiek.
Mama twierdzi, że Grzegorz ulegał wpływom kolegów. Gdy ktoś go zawołał, to rzucał wszystko i leciał. Ale to nie były jakieś dalekie wyjazdy, dodaje ojciec. Czasem na motorze z kolegą do Sobótki wyskoczył - to był cały jego wyjazd. Nigdy tak nie było, żeby na noc się nie zjawiał. Zresztą ostatnio nie miał pieniędzy.

- Zaskoczył nas wszystkich, bo przecież zawsze był do rzeczy, trzeźwo oceniał sytuację - mówi Damian. - Od jakiegoś czasu zauważyłem, że był smutny, nie wychodził z domu, nic go nie cieszyło. Nie mam pojęcia, co się stało.

Motocykle to nie wszystko. Były jeszcze książki o zdrowiu, o ziołach, o diecie. Uważał, że przy wzroście 188 cm jest za szczupły, bo ważył tylko 65 kg. Szukał pomocy w książkach.
Jeździł w tej sprawie do Wrocławia, do ojca Grande, zakonnika, który leczy ziołami. Ten nawet pytał kiedyś Grzegorza, czy przypadkiem nie jest studentem medycyny. Tak dokładnie chciał znać szczegóły swojego zdrowia.

Od sąsiadki pożyczył kilka książek o ziołolecznictwie. Mówił, że w przyszłości chciałby się tym zajmować.

Cztery dni przed 19 grudnia wypożyczył w miejskiej bibliotece książkę „Joga” - tłumaczenie z angielskiego. Gruba, pewnie nie zdążył przeczytać. Pierwsze zdanie to modlitwa:
„Oddaję pokłon najszlachetniejszemu z mędrców Patanjalemu,

Który wskazał drogę do spokoju umysłu w swym dziele o jodze,

Do jasności mowy w dziele o gramatyce

I do czystości ciała w dziele o medycynie.”

Wcześniej nie pożyczał takich książek.

- Może przystał do jakiejś sekty? - rodzice pytają sami siebie, ale kręcą głowami. To niemożliwe. Są tu jakieś sekty?

Chciał się uczyć angielskiego. Rodzice już kupili mu kasety.

- Nie miał powodów, aby od nas uciec - mówi pani Wanda. - Awantur nie było. Nikt mu nie wypominał, że przez cały rok nie szukał pracy.

Głód mu nie groził, a szukanie pracy w Oławie to i tak szukanie igły w stogu siana - uważa Władysław, ojciec Grześka.

- Byliśmy ze sobą dosyć blisko, wiadomo, z tej samej klatki, ale od półtora roku jakoś się ten kontakt urwał - mówi jeden z kolegów. - Cześć, i to wszystko. Też zadajemy sobie pytanie, co się stało. Czy to jakiś głupi żart z jego strony? Raczej nie mógł mieć wrogów - to nie był taki człowiek. Albo jest to jakaś ucieczka, albo nieszczęśliwy wypadek. Ale niech pan nie podaje mojego nazwiska.
Mama: - A może dostał jakiejś depresji i jest gdzieś w szpitalu?

Ojciec: - Myśląc realnie, z każdym dniem są mniejsze nadzieje. Trzeba to sobie powiedzieć uczciwie. Nie przypuszczam, że on wydostał się poza Oławę. Z własnej woli. Druga możliwość to ta najbardziej czarna. Wie pan, serce chce jednego, ale rozum dyktuje coś innego.

Mama jest przygotowana. Znaki szczególne: jest jeden. Grzegorz ma przyrośnięty kawałeczek ucha.

Którego? Mama nie pamięta.
http://www.gazeta...001wy1.htm
Edytowane przez elin dnia 02-08-2020 20:29
 
kaktus
http://www.olawa....z_grobecki

http://www.olawa....i_grzegorz

Komenda Powiatowa Policji w Oławie z uwagi na brak informacji o losie zaginionego w 2001roku Grzegorza G, zwróciła się do Laboratorium Kryminalistyki w Komendzie Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu o wykonanie tzw. progresji wiekowej zaginionego. Prezentowane zdjęcie przedstawia przybliżony wizerunek mężczyzny, po 12 latach od dnia zaginięcia. W przypadku gdy ktoś z Państwa rozpozna prezentowanego mężczyznę, bądź będzie posiadał jakiekolwiek wiadomości na jego temat , prosimy o kontakt z KPP w Oławie (tel. 997 lub bezpośrednio do policjanta zajmującego się problematyką osób zaginionych – tel. 71/3817256)
Edytowane przez kaktus dnia 26-01-2016 16:26
"Jestem bardzo cierpliwa pod warunkiem, że wyjdzie na moje"
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Wygenerowano w sekund: 0.07 - 23 zapytań MySQL 6,159,943 unikalnych wizyt